wtorek, 11 lipca 2017

My-współcześni emigranci.

'Przecież wszyscy chcemy żeby wolność była prawem a prawo wolnością.'

Mimo upływu kilku miesięcy od obejrzenia spektaklu według Sławomira Mrożka 'Emigranci' w Teatrze Polskim w Warszawie, emocje nadal żywe buzują we mnie. Czas je uwolnić. Przynajmniej w małym stopniu. 


Sławomir Mrożek w reżyserii Piotra Cyrwusa, a z nim również na scenie Szymon Kuśmider. Dwóch aktorów zajmujących niewielką scenę (spektakl grany na scenie kameralnej) wyrażających tak wiele
Zdjęcie ze strony teatru:
http://www.teatrpolski.waw.pl/pl/spektakle/nadchodzace_premiery/?id_act=467
emocji i uczuć. Zanim padają pierwsze słowa, pełne ekspresji niewerbalnej ruchy obu aktorów hipnotyzują kreując napięcie i oczekiwania to co nadejdzie. Dym unoszący się jest symbol oczyszczenia. Mimo ponad 2 godzin trwania przedstawienia, czas płynie w tempie dymu papierosa spalanego z namaszczeniem.

Wrażenia po spektaklu: żal, smutek i dół pomieszane z zachwytem, niedowierzaniem i pytaniem co teraz?

Boże coś Polskę ostrzegał.

Wieszcz Mrożek czy nie wieszcz, autor dramatu z 1974 roku. Mimo tylu lat sytuacja nadal aktualna, zarówno w dosłownym jej aspekcie (po wejściu Polski do UE parę osób wyjechało do pracy) jak i mentalnym. Czasy się zmieniają, świat idzie do przodu, NASA odkrywa nowy układ planet, a my nadal wszyscy jesteśmy niewolnikami, a Pan i Władca ten sam, Mamona.

Ból dosadności i precyzji przekazu emocji przez aktorów obrazują nas właśnie. Tych ze słomą w butach i tych z książkami pod pachą. Podziały na inteligentów i tych drugich. Nasz kraj dziś podziałami stoi. Zawsze stać będzie. Gdyby nie było zła, skąd wiadomo by było co to dobro?

Jednak czy wszystko jest albo dobre albo złe, czarne lub białe a ludzie głupi lub mądrzy?
Skoro coś ma początek to musi mieć też koniec, inaczej to bez sensu jest. Tak, wszystko ma swój początek, i wszystko ma swój koniec, taki sam. Czy Szanowny Pan Inteligent czy Pracownik Fizyczny. Wszyscy mamy taki sam koniec. I to jest piękne. Śmierć jest sprawiedliwa, ponad podziałami. Równość. 

środa, 31 maja 2017

Za pół życia śmierć.


Kiedy w pracy po raz kolejny raz usłyszałam, ile jeszcze brakuje do wakacji, załamałam się. Nie, nie. Bynajmniej nie dlatego, że to jeszcze tyle, albo aż tyle czasu.

Ciągle liczymy/ odliczamy. Każdy.
Dziecko odlicza czas do najbliższej okazji, kiedy otrzyma prezent.
Mężczyzna odlicza czas do sobotniej nocy, kiedy będzie sobie mógł grać do późna.
Matka podobnie, czeka na weekend, żeby się wyspać.
Teściowa odlicza czas brakujący do kolejnego urlopu.
Inni do kolejnych świąt.
Moja Babcia odliczała dni do Nowego Roku (bo wtedy dzień znowu był dłuższy).
A ja?
Stoję i patrzę, słucham i nie wierzę, że to słyszę. Odliczanie do kolejnego punktu, który nieubłaganie zbliża nas do ostatecznego. Do śmierci. Stoję i patrzę na nich wszystkich i zastanawiam się, czy oni tego nie widzą?
Co jeszcze robię ja? Próbuję spowolnić upływ czasu. Zatrzymuję się i obserwuję jak wszystko wkoło mnie pulsuje, mija, biegnie. Biegnę i ja czasami, ale zawsze z myślą, że na najważniejsze pewnie zdążę.
Zamiast ciągle sięgać w przyszłość, żyjmy tu i teraz. Tylko to jest ważne. Banalne hasło, przerobione na mielonkę i zamknięte w puszce jak szynka konserwowa. Zamykamy nasze prawdziwe myśli, modyfikujemy odpowiednio i wciskamy w zamknięte pudełko z długą datą przydatności do spożycia, mimo że nigdy jej otworzyć nie będziemy chcieli. Po co? Po co nam myśl, że i tak umrzemy.
Po to, by przestać odliczać, by przestać ciągle czekać na coś bo wtedy nie mamy czasu na tu i teraz.
Boję się śmierci, więc nie odliczam czasu. Nie chcę, żeby szybciej mijał. Chcę go zatrzymać, albo przynajmniej spowolnić.
Kiedy mam wolną chwilę, staram się po prostu trwać, nie wypełnić jej czymś tylko być, czuć jak każda sekunda przepływa mi przez palce. Dotykam jej i przyglądam się z różnych stron. Ściskam mocno, ale to nic nie daje. Uciekają kiedy minie ich czas. Myślę sobie, że to intensywne myślenie spowoduje, że mi się uda, oszukać nieuniknione. Wkoło ludzie coś robią, zapełniają każdą sekundę swego istnienia, a ja się przyglądam i spoglądam.


niedziela, 19 marca 2017

Dorośli- niedorośli do roli dorosłych.


Kolejne arcydzieło teatralno-muzyczne w reżyserii Janusza Józefowicza położyło nas na kolana. Nasz zdecydowany numer 1 obecnie w subiektywnym zestawieniu matki i córki. 


Mimo stosunkowo niewielkiej widowni, scena była imponująca pod względem scenografii a zwłaszcza zagospodarowania. Każdy jej centymetr miał swoją rolę, nawet kurtyna została zaangażowana i dosłownie grała niczym powabna aktorka, nie tylko jako 'tablica' do wyświetlania projekcji. Niesamowite, jak dobry reżyser potrafi skłonić do gry nie tylko materiał lecz również zwierzę. Pojawienie się na scenie psa wywołało dziką radość i piski zachwytu wśród najmłodszych. Pies brał czynny i zaplanowany udział w początkowych scenach przedstawienia. Aż tyle elementów zasługuje na zachwyt, że nie wiem czy wystarczy mi porównań i synonimów. 
Zdjęcie ze strony Studio Buffo: studiobuffo.com.pl
Zbiór czynników, które wpłynęły na jakość tego przedstawienia jest ogromny. Przepiękne kostiumy, zapierająca dech w piersiach choreografia, zwłaszcza Indian, oprawa muzyczna godna największych teatrów muzycznych na świecie tworzą niezapomniane zjawisko. Każda piosenka, solowa czy też nie była zaśpiewana w sposób bezbłędny, profesjonalny i godny podziwu, tym bardziej iż większa część głównych ról aktorskich została zagrana przez dzieci. Zaimponowało mi opanowanie i spokój gry jak również dojrzałość ekspresji młodych aktorów. Od początku miałam poczucie, że każdy ich ruch był zaplanowany, co powodowało spokój i przyjemność z uczestnictwa w tym wydarzeniu. Uczestnictwa trochę dosłownie jako, że aktorzy wchodzili na widownię nawiązując kontakt wzrokowy z publicznością, jednocześnie ocierając się o widzów. 
Widzowie.... byli i duzi i mali. Jak to zwykle bywa podczas tego rodzaju wydarzeń przekrój wiekowy od 0-100 lat. Były i mamy i taty i baby i dziady wraz ze swoimi przepięknie wystrojonymi pociechami. Oczywiste jest, że generalizacja jest niesprawiedliwa, więc skupię się jedynie na szanownych widzach z mojego otoczenia. Odnoszę wrażenie, że ludzie wraz z zakupem biletu, w ich ograniczonym mniemaniu, wykupują również przestrzeń im należną. Nie interesuje ich widz zajmujący (również opłacone) miejsce obok, za i przed. Dotyczy to nie tylko samych dorosłych lecz głównie ich pociech, które w myśl bezstresowego wychowania nie mają postawionych żadnych granic ani norm przyzwoitego zachowania się w miejscu publicznym. Wpojona im zasada, że zapłaciłem to mi wolno bryluje na salonach. Skoro zajmuję opłacone miejsce to znaczy, że wolno mi wszystko w ramach zajmowanej przeze mnie przestrzeni. Moje krzesło, moje oparcie, moje powietrze nade mną i jeszcze nawet trochę z przodu, z tyłu i z boku. Obowiązująca zasada: wolność. Wolność słowa, ruchu i bycia. Ja i tylko ja. Moje miejsce, moje powietrze, mój eter. Przerażające doświadczenie ludzi, którzy nie myślą o innych, ograniczając się do tego co ich, co im się należy bo przecież zapłacili. Takim to wszystko wolno. Absolutny brak poczucia, że wkoło też są ludzie, też mają dzieci a mimo tego, ich dzieci są cicho, a jeśli nie są, to zaraz będą bo wystarczy przypomnieć, że to nie dom, że może inni przyszli tutaj żeby obejrzeć i wysłuchać artystów a nie niedorosłych dorosłych z ich pociechami, które niczym główny bohater musicalu, nigdy nie dorosną, zawsze będą niedorosłymi rozpieszczonymi Piotrusiami. 

środa, 4 stycznia 2017

Whose boots are these?

How to practice possesive pronouns.
The magic word: 'whose'.

pictures taken from: http://classroomclipart.com/
W jednym z tematów w podręczniku do nauki języka angielskiego w klasie 3 szkoły podstawowej pojawia się słowo: whose czyli: czyj, czyja, czyje.Następnie possesive pronouns czyli zaimki osobowe, liczba pojedyncza oraz mnoga, a wszystko to w obrębie słownictwa 'ubraniowego'.Nie jest łatwo wytłumaczyć to uczniom, przygotowałam poniższe ćwiczenia. Wydają się proste, ale sprawiły trochę trudności moim uczniom.





wtorek, 13 grudnia 2016

Christmas activities with Disney characters.


CHRISTMAS activities with DISNEY characters.

Simple activity which will encourage your students to speak.


What to do with the following page? 


Step 1: Print it out for each student.
Step 2: Ask the students to have a close look.
Step 3: Read the activitites and explain what they mean (pictures surely help)
Step 4: Ask your students to cover this page
Step 5: Ask your students the following questions:
  • What do you do with Christmas carols?
  • What do you do with Christmas cards?
  • What do you do with the bell?
  • What do you do with the gifts?
  • What do you do with the sleigh?
  • What do you do with the snowman?
  • What do you do with the Christmas tree?
  • What do you do with the cookies?
Help your students form the correct answers ex.: I sing Christmas carols. 
Students should raise their hands if they know the answer. Revise the words if they do not remember them.



Another idea of reinforcing the vocabulary is the following:

Print out the version with hearts which covers the experssions partially. Ask your students to guess the whole expression. 



The 3rd option

Print out the page with the covered experssions and ask your students to write the whole experssion on the lines provided.



czwartek, 8 grudnia 2016

Snowflake, snowflake...

Snowflake, snowflake little snowflake...

Trochę inna forma nauki piosenki :) zamiast niektórych słów wstawiłam obrazki. Może trochę urozmaici naukę piosenki, zwłaszcza dzieciom z klasy 2 lub 3.




środa, 7 grudnia 2016

List do Świętego

A Letter to Santa Claus

Dzień Świętego Mikołaja czyli tzw. 'Mikołajki' już za nami. Święta Bożego Narodzenia za rogiem i kolejna okazja do otrzymania prezentów. Proponuję wzór listu do Świętego. Nie znalazłam niczego interesującego w internecie więc go napisałam. Pojedyncze wyrazy do dodania lub wyboru. Miejsce na wpisanie propozycji prezentów również.